Dzień 1 z 84 · 12 października 2026 · Ruch i kroki

Dzień 1. Najpierw sprawdzam, ile chodzimy naprawdę

Zaczynam plan z trójką nowych klientów od najnudniejszej rzeczy, jaką mogłem wymyślić. Przez cały dzień nic nie zmieniamy i liczymy kroki.

Dzień planu
1
Kroki
11 400
Sen
7 h 10 min
Dzień 1. Najpierw sprawdzam, ile chodzimy naprawdę
Bartek, dzień 1 planu.

Pierwszy dzień planu wyglądał tak, jakby nic się nie zaczęło. Zrobiłem rano swój zwykły trening z Kubą na siłowni, a o 17:30 spotkałem się w parku z trójką ludzi, z którymi przez dwanaście tygodni będę dzielił każdy dzień. Marta, 42 lata, księgowa, wraca do ruchu po latach przerwy. Paweł, 35 lat, programista, siedzi przy komputerze od rana do wieczora. Pani Halina, 61 lat, chce dojść na swoją działkę bez zatrzymywania się co dwadzieścia metrów.

Nie dałem im żadnego treningu. Poprosiłem tylko, żeby przez dzień nic nie zmieniali, a wieczorem odczytali z telefonu liczbę kroków. Powiedziałem też, że ja robię to samo, tylko z innej strony: trener, który chodzi po siłowni i parku, ma swój poziom wyjściowy, i też go zapiszę.

Moje liczby na koniec dnia: 11 400 kroków i 7 godzin 10 minut snu z niedzieli na poniedziałek. Wyszło tyle, bo przez pracę z klientami stoję i chodzę od rana. Ola, moja żona, zapytała, czy po takim dniu mam jeszcze siłę liczyć cokolwiek. Odpowiedziałem, że liczenie to jedyna część dnia, przy której mogę usiąść.

Wieczorem przyszły wiadomości od grupy:

  • Marta: 4 100 kroków, głównie droga do pracy i z powrotem,
  • Paweł: 2 900 kroków, w tym kuchnia, toaleta i dojście do auta,
  • pani Halina: 5 300 kroków, bo rano poszła z psem sąsiadki.

Paweł dopisał, że wstydzi się swojej liczby. Odpisałem, że z takiej liczby da się policzyć wszystko, a z ładnej historii nie da się policzyć nic. Halina dodała, że wykres z całego tygodnia jest u niej "w kształcie dwóch górek", bo chodzi tylko we wtorki i piątki na targ.

Co z tego wynika dla kogoś, kto sam chce zacząć? Jeden zwykły dzień bez żadnych zmian i zapisany wynik. Dopiero od takiej liczby da się ustalić, co jest realne. Mój cel dla klientów na jutro to nie dziesięć tysięcy kroków, tylko o kilkaset więcej niż dziś. Przy 2 900 to jest dziesięć minut spaceru po obiedzie, nie więcej.

Przed snem otworzyłem notatnik z planem, który przez tydzień układałem przy kuchennym stole. Dwanaście tygodni, trzy osoby i ja jako czwarty uczestnik. Każdy trening, który im dam, zrobię sam, w tym samym dniu. To moja zasada od lat. Nie umiem prowadzić czegoś, czego nie sprawdziłem na własnych nogach.

Kuba, trener z mojej siłowni, zapytał rano, po co mi taka mała grupa. Powiedziałem, że chcę zobaczyć, jak wygląda początek od drugiej strony, od tej, gdzie ktoś naprawdę się boi, że sobie nie poradzi. Kuba mruknął, że to brzmi jak praca domowa, ale poklepał mnie po ramieniu.

Jutro pierwsza zmiana: telefon wychodzi z sypialni, przynajmniej u Pawła.