Dzień 2 z 84 · 13 października 2026 · Sen
Dzień 2. Telefon wychodzi z sypialni
Paweł napisał, że spał pięć i pół godziny, bo do pierwszej przeglądał telefon. Wieczorem jego ładowarka przeprowadza się do kuchni, a ja robię to samo w mojej.
- Dzień planu
- 2
- Kroki
- 10 900
- Sen
- 7 h 40 min

Wtorek zaczął się od wiadomości od Pawła, wysłanej o 6:12. Napisał, że spał pięć i pół godziny, bo położył się o północy, a potem do pierwszej leżał z telefonem, przewijając wiadomości i filmik o tym, jak ktoś naprawia piec chlebowy. Zapytał, czy to w ogóle ma związek z tym, że w ciągu dnia chodzi jak zombie. Odpisałem, że nie jestem lekarzem i tego mu nie rozstrzygnę, ale mogę mu zaproponować najprostszy eksperyment, jaki znam.
Eksperyment wygląda tak: ustalić godzinę, o której kładziemy się do łóżka, i wynieść telefon z sypialni. U Pawła wyszło 23:00, bo wstaje o 6:30. U Marty 22:30, bo jej dzień zaczyna się o szóstej. Pani Halina powiedziała, że ona i tak telefon trzyma w przedpokoju, bo "jak dzwoni, to ma pani wstać i odebrać". Jeden problem z głowy.
Po południu pojechałem do drogerii i kupiłem trzy budziki ze wskazówkami, po jedenaście złotych sztuka. Wręczyłem je w parku przed popołudniowym spacerem jak grupowy prezent. Paweł obejrzał swój z miną człowieka, który dostał kasetę magnetofonową.
Ja sam zrobiłem to samo. Moja ładowarka wylądowała na blacie w kuchni, obok czajnika. Nie mam z tym problemu, bo od lat kładę się o 22:45, ale zauważyłem, że rano sięgam po telefon, zanim wstanę z łóżka. Dzisiaj tego nie zrobiłem. Zegarek pokazał 7 godzin i 40 minut snu, a na liczniku było 10 900 kroków, głównie z zajęć z klientami i godzinnego spaceru z Olą po kolacji.
Trening miałem rano, w siłowni, razem z Kubą: przysiady, wiosłowanie, trochę brzucha. Wyszedłem z poczuciem, że dzień ma już swoją mocną część za sobą i resztę mogę przeżyć bez planu. Kuba spytał, po co mi budzik ze wskazówkami. Odpowiedziałem, że zaczynam od siebie.
Jedna praktyczna rzecz z tego dnia, którą mogę przekazać każdemu początkującemu: godzina snu to bardziej decyzja niż uczucie. Dopóki czekamy, aż zrobi się senność, przesuwamy się coraz bliżej północy. Jeśli godzina jest ustalona z góry i pół godziny wcześniej wyciszamy wieczór, łatwiej dojść do łóżka.
Wieczorem Marta wysłała mi zdjęcie swojej kuchni. Telefon leżał przy czajniku, a na szafce stał nowy budzik. Napisała: "Wygląda jak wystawa w sklepie z dewocjonaliami". Ola, która zajrzała mi przez ramię, roześmiała się i powiedziała, że sama chciałaby takie zdjęcie dostawać codziennie.
Jutro pierwszy wspólny trening. Na razie bez sztang, w parku.