Dzień 10 z 84 · 21 października 2026 · Stres i regeneracja

Dzień 10. Dzień na nogach i spacer, który pomógł

Sześć sesji jednego dnia i telefon od Pawła o dziewiątej wieczorem. Po pracy zamiast kanapy wybrałem czterdzieści minut chodzenia i pięć minut liczenia oddechów.

Dzień planu
10
Kroki
12 600
Sen
7 h 05 min
Dzień 10. Dzień na nogach i spacer, który pomógł
Bartek, dzień 10 planu.

Środa to u mnie dzień sesji od rana do wieczora. Siódma: Marta w parku. Dziewiąta: spacer z jedną klientką spoza grupy. Dwunasta: pomiar kroków i planowanie tygodnia dla klientki z innej grupy. Szesnasta: techniczna rozmowa z Kubą o grafiku sali. Osiemnasta: grupa. Do tego dwa telefony i trzydzieści wiadomości. Wieczorem miałem w głowie tylko szum.

Wyspałem się lepiej niż wczoraj: 7 godzin i 5 minut, bez nocnej kartki, bo tym razem zasnąłem od razu. Kawa dwa razy, ostatnia przed 13:00. Różnica po południu była wyraźna, mniej roztrzęsienia, więcej spokoju w ręku, kiedy trzymałem stoper.

Na grupie zjawił się Paweł i wyglądał jak człowiek, który przez dziewięć godzin siedział w jednej pozycji. Powiedział, że jego szef zmienił mu dziś priorytety dwa razy. Zrobiliśmy marsz po parku, bez ćwiczeń, i dopiero na ostatnich dziesięciu minutach zaczął mówić pełnymi zdaniami. Pani Halina poszła przodem, jak zwykle, i co jakiś czas odwracała się, żeby zobaczyć, czy nadążamy.

Ja po grupie nie poszedłem do domu. Poszedłem w stronę rzeki, razem z Pawłem, który chciał jeszcze trochę pochodzić. Bulwar jest szeroki i prawie pusty o tej porze. Szliśmy szybkim krokiem, bez słuchawek. Przez pierwsze piętnaście minut rozmawialiśmy o jego pracy, potem zrobiło się cicho, jak radio, które ktoś powoli ścisza.

Na drugiej połowie trasy pokazałem mu prostą rzecz, którą sam stosuję: pięć minut liczenia oddechów, cztery sekundy wdech, sześć sekund wydech. Wiem, jak to brzmi. Nie twierdzę, że to metoda dla wszystkich ani że ma jakiś naukowy dowód. Dla mnie to sposób, żeby po pracy nie zabierać pracy do domu, i Paweł powiedział, że ma to samo. Przynajmniej zajął głowę liczbą zamiast arkuszem.

Do domu wróciłem po jakichś czterdziestu minutach marszu. Licznik pokazał 12 600 kroków, to mój najwyższy wynik tego tygodnia. Ola zapytała, jak minął dzień, odpowiedziałem krótko i nie wracałem do tematu.

Wskazówka trenerska: kiedy dzień w pracy jest zły, najgorsze, co klient może zrobić, to położyć się, żeby go odespać. Pomaga mały rytuał przejścia, który oddziela pracę od domu, i spacer spełnia tę rolę najlepiej. Nie musi być daleko. Musi być wolniejszy od myśli.

Jutro czwartek. Pierwszy prawdziwy trening grupy na siłowni i trochę się go boję. Nie o siebie.