Dzień 9 z 84 · 20 października 2026 · Sen
Dzień 9. Noc, której prawie nie było
Obudziłem się o 3:10 z głową pełną planów treningowych i zasnąłem dopiero nad ranem. Dzień spędziłem na wodzie, spacerze i obniżaniu poprzeczki.
- Dzień planu
- 9
- Kroki
- 9 100
- Sen
- 6 h 05 min

Zegarek pokazał 6 godzin i 5 minut snu. Tyle nie miałem od początku planu. Do północy spałem normalnie, potem obudziłem się o 3:10 z jedną myślą: czy Paweł da radę usiąść do przysiadu z kettlem, skoro cały dzień siedzi przy biurku, i czy nie zaplanowałem czwartku za ambitnie. Leżałem, układałem w głowie serie i powtórzenia, a o piątej zasnąłem na tyle, żeby obudzić się gorszy niż przed położeniem.
Wieczorem prowadziłem grupę do 21:00, a po takim wieczorze zawsze jestem nakręcony jeszcze dwie godziny. Dorzuciłem do tego kawę o 17:00, bo zmęczenie przyszło wcześniej. To mój błąd i nie szukam winnych. Dziś rano wiem to bez żadnego dziennika.
O 7:00 miałem w parku Martę. Marta napisała wcześniej, że spała pięć godzin, bo w pracy zamyka kwartał i liczby jej się śnią. Dwie osoby po złej nocy to dobry moment, żeby pokazać, jak wygląda gorszy dzień w planie. Zrobiliśmy marsz i kilka ćwiczeń z ciężarem własnego ciała, bez forsowania. Marta się dziwiła, że trener nie każe jej „ruszyć się mocniej". Powiedziałem, że po nieprzespanej nocy mocniej to znaczy głupiej.
Własny trening skróciłem. Zamiast siłowni był spacer w przerwie i drugi wieczorem, razem 20 minut mobilności na macie. Kawy dwie, ostatnia przed 13:00, dużo wody. Licznik: 9 100 kroków, najmniej od niedzieli, ale nie liczę tego jako porażki.
Wieczorem wróciłem do tego, co u mnie działa. O 22:30 odłożyłem telefon do kuchni, zrobiłem herbatę bez kofeiny, wziąłem ciepły prysznic. Przy łóżku leży kartka: jeśli budzi mnie myśl o planie, zapisuję ją jednym zdaniem i wracam do spania. Nie jestem lekarzem i nie tłumaczę, dlaczego to u mnie działa. Wiem tylko, że wypisana myśl przestaje się kręcić.
Zauważyłem jeszcze jedno. Po kiepskiej nocy trudniej mi o drobne decyzje. Zamiast pudełka z domu miałem ochotę kupić bułkę z szynką, zamiast marszu usiąść. Tak to wygląda u mnie i słyszę to samo od klientów: zmęczony człowiek wybiera to, co jest pod ręką.
Wskazówka trenerska: po złej nocy obniżam poprzeczkę, ale nie odpuszczam całkiem. Krok zamiast treningu, woda zamiast trzeciej kawy, wcześniejsze łóżko zamiast serialu. Tak samo mówię klientom, kiedy piszą, że nie mają siły: zrób wersję minimum i odhacz dzień.
Ola zasugerowała, żebym opowiadał jej o takich nocnych rozkminkach wieczorem, a nie o trzeciej w nocy samemu sobie. Ma rację.
Jutro środa. Mam pełny kalendarz sesji od rana.