Dzień 11 z 84 · 22 października 2026 · Siłownia

Dzień 11. Pierwszy prawdziwy trening grupy na siłowni

Przysiad z kettlem, wiosłowanie na maszynie i prasa do nóg dla trójki początkujących. Nic wielkiego, ale po raz pierwszy wszyscy odłożyli ciężar z uśmiechem.

Dzień planu
11
Kroki
11 800
Sen
7 h 30 min
Dzień 11. Pierwszy prawdziwy trening grupy na siłowni
Bartek, dzień 11 planu.

Czwartek, 17:50. Stoję w szatni i patrzę, jak Marta przez dwie minuty zawiązuje jeden but. Znam to: kto wraca do ruchu po latach przerwy, ten potrafi wymyślić sobie dowolną czynność, byle nie wejść na salę. Nie poganiałem. Zapytałem tylko, czy zabrała kartkę, którą dostała wczoraj.

Plan miałem na kartkach, po jednej dla każdego: jeden prosty ruch na każdą dużą partię i nic ponad to. Rozgrzewka dziesięć minut na bieżni, marszem pod lekką górkę. Potem trzy serie po osiem przysiadów z kettlem trzymanym przy klatce. Marta z ośmioma kilogramami, Paweł z dwunastoma, pani Halina bez ciężaru, za to z siadaniem na ławkę i wstawaniem, żeby ćwiczyć dokładnie ten ruch, który przyda jej się przy schodzeniu z działki. Technika była ważniejsza niż ciężar. Stawałem z boku, mówiłem „kolana w stronę palców" i „plecy proste" po tysiąc razy, aż Paweł powiedział, że śni mu się mój głos.

Dalej prasa do nóg, trzy serie po dziesięć powtórzeń, i wiosłowanie na maszynie, też trzy po dziesięć. Na koniec dziesięć minut marszu i krótkie rozciąganie. Razem pięćdziesiąt minut z przebieraniem się. Przy wiosłowaniu Paweł poprosił Kubę o ustawienie siedziska, bo Kuba akurat kręcił się obok. Kuba pokazał, odpowiedział na pytanie i nie powiedział ani słowa za dużo. Siłownie bywają milsze, niż się wydaje.

Nikt nic nie upuścił, nikt się nie zgubił, a po wszystkim wszyscy mieli wypieki. Marta w szatni powiedziała, że zostawiła na sali swój strach, ale zabrała ze sobą ciekawość. Powiedziałem jej, że jest dramatyczna, i wtedy się uśmiechnęła.

Swój trening zrobiłem po ich wyjściu: przysiady z 85 kg, trzy serie po pięć, martwy ciąg z 100 kg, trzy po pięć, i wiosłowanie sztangą. Zapisałem wszystko w zeszycie obok kartek klientów. Licznik na koniec dnia: 11 800 kroków, w tym półtora kilometra z siłowni do domu, już nieco chwiejnym krokiem po dwóch treningach z rzędu.

Wskazówka trenerska na dziś: klient przychodzi z kartką i robi to, co na niej jest. Nie improwizuje, nie próbuje tego, co zobaczył u sąsiada, nie dokłada serii dlatego, że został mu zapas siły. Na początek lepiej zrobić za mało niż za dużo, żeby następnym razem chcieć wrócić. Siłę i tak da się podnosić później.

Po treningu zjadłem obiad: jajka, ryż i sałatkę z pomidorów, o dwudziestej. Bez proszków i odżywek, bo na razie ich nie potrzebuję.

Jutro piątek, lekki dzień. Nogi odezwą się najmocniej w sobotę, ale to też jest w planie.