Dzień 13 z 84 · 24 października 2026 · Siłownia
Dzień 13. Pierwszy przysiad ze sztangą, ale nie mój
Pusty gryf, dwadzieścia kilogramów, trzy serie po pięć powtórzeń. Paweł pod sztangą, ja za jego plecami i jedna poprawka ustawienia stóp.
- Dzień planu
- 13
- Kroki
- 13 900
- Sen
- 7 h 40 min

Sobota, 9:00, siłownia prawie pusta. Sala pachnie gumą i płynem do dezynfekcji. Rano zrobiłem swój trening, żeby o 10:00 móc skupić się na klientach: przysiad z 90 kg, pięć serii po pięć, potem ściąganie drążka górnego. Plan na dziś dla Pawła: pierwszy przysiad ze sztangą, pusty gryf, dwadzieścia kilogramów.
Paweł stanął przed stojakiem i powiedział, że gryf go obserwuje. Znam to zdanie. Sprawdziliśmy razem, czy zabezpieczenia po bokach są na wysokości bioder, ustawiliśmy gryf mniej więcej na wysokości ramion. Podszedł pod niego, ułożył na plecach, zdjął ze stojaka i zrobił krok do tyłu. Przez moment stał, nie ruszając się, bo plecy poczuły ten ciężar zupełnie inaczej niż kettla przy klatce. Ustawiłem się z tyłu i trochę z boku, tak żeby w razie czego złapać za gryf, ale nie za Pawła.
Pierwsza seria: pięć powtórzeń, powoli, wzrok na punkcie w lustrze. Druga: pięć, głębiej. W trzeciej kolana zaczęły mu uciekać do środka. To najczęstszy błąd na początku. Poprosiłem, żeby postawił stopy odrobinę szerzej, palcami lekko na zewnątrz. Zrobił, jak powiedziałem, i ruch od razu stał się stabilniejszy. Powiedział „aha" tonem człowieka, który właśnie zrozumiał coś o swoim ciele. Nie dokładaliśmy już ciężaru, tylko jedną serię z dwoma talerzami po 5 kg, razem trzydzieści kilo, pięć powtórzeń. Poszło lepiej, niż się obawiał, ale widziałem, że to jego granica na dziś.
Marta w tym czasie robiła prasę do nóg, a pani Halina wiosłowanie na maszynie. Halina przyszła na dziesiątą, bo w sobotę ma wcześniej plan na działce. Zapytała, czy to normalne, że po treningu chce jej się jeść jak po całym dniu pracy w ogrodzie. Powiedziałem, że tak, że to zwykły apetyt, i że zjeść wolno.
Kuba, który trenował swoich klientów przy sąsiednim stojaku, rzucił mi później pomysł, który od razu zastosowaliśmy: nagrać Pawła telefonem z boku. Zobaczył na ekranie swoje kolana i sam zauważył, kiedy uciekają. Lepiej niż jakikolwiek komentarz trenera. Zapisuję to na stałe w planie: raz w tygodniu nagrywamy jedną serię każdego z nich.
Wracałem pieszo, z zakupami, a po drodze spotkałem Olę i poszliśmy jeszcze na dłuższy spacer. Licznik na koniec dnia: 13 900 kroków. Po obiedzie zasnąłem na kwadrans na kanapie.
Wskazówka trenerska: ciężar na gryfie nie ma jeszcze znaczenia. Dwadzieścia kilogramów na plecach było dla Pawła dziś dokładnie wystarczające, a poprawna technika i spokojny oddech zrobiły więcej niż próba udowodnienia czegoś samemu sobie. Zanim klient dołoży ciężar, niech pokaże się w lustrze albo na nagraniu z boku.
Jutro niedziela i zamknięcie dwóch pierwszych tygodni.