Dzień 15 z 84 · 26 października 2026 · Siłownia
Dzień 15. Kij od szczotki i zawias biodrowy
Zanim Paweł dotknie sztangi z podłogi, uczymy się jednego ruchu: wypchnąć biodra do tyłu i nie zgubić pleców. Do nauki wystarczył kij od szczotki.
- Dzień planu
- 15
- Kroki
- 11 300
- Sen
- 8 h 20 min

Poniedziałek. Zegary cofnęły się w nocy, więc dostałem godzinę snu za darmo i obudziłem się sam, bez budzika, o 6:50. Po zmianie czasu robi się ciemno już po szesnastej. Na siłownię szedłem z latarką w telefonie, a wracałem w pełnej nocy, choć było dopiero wpół do dziewiątej.
Rano zrobiłem swój trening: martwy ciąg ze 105 kg, trzy serie po pięć powtórzeń, potem wiosłowanie sztangą i dziesięć minut bieżni. Sto pięć kilo to o pięć więcej niż w czwartek. Poszło tak, że ostatnia seria była jeszcze ładna, więc zostajemy przy tej liczbie na kolejny raz. Kuba przechodził obok z kubkiem kawy i zapytał, czy to już rekord. Powiedziałem, że rekord to dopiero wtedy, kiedy nie będę musiał o tym opowiadać.
Wieczorem przyszedł Paweł. Nie na grupę, tylko na pół godziny samego ze mną, bo napisał w niedzielę, że martwego ciągu boi się bardziej niż przysiadu. Zaczęliśmy bez sztangi. Wziąłem kij od szczotki, który kiedyś przytargałem z domu na zajęcia, i przyłożyłem mu go do pleców: tył głowy, łopatki i kość ogonowa mają dotykać kija przez cały ruch. Teraz zgiąć się w biodrach, jakby ktoś ciągnął go za pasek do tyłu, kolana tylko lekko ugięte.
Za pierwszym razem kij odkleił mu się od pleców na wysokości kolan. Za trzecim dalej. Po dziesięciu powtórzeniach złapał rytm i powiedział, że czuje tył ud, jakby ktoś zaparzył tam herbatę. Dobry znak. Poprosiłem jeszcze, żeby spróbował ten sam ruch z kettlem postawionym na stopniu, i było lepiej, niż się spodziewał.
Dopiero na koniec dotknął gryfu, a w zasadzie przyniósł go sobie sam z podłogi, bez talerzy. Dwadzieścia kilogramów, pięć powtórzeń, powoli. Tyle na dziś. Jutro grupa, więc nie chciałem go zajeździć dzień wcześniej.
Po drodze do domu kupiłem chleb i twaróg, w domu zjadłem z Olą jajecznicę, o której rozmawialiśmy tylko pół minuty. Dzień skończył się na 11 300 krokach. Mało, ale to poniedziałek z ciemnością, która zaczyna się po obiedzie.
Wskazówka trenerska: klientowi, który boi się jakiegoś ćwiczenia, nie tłumaczę go słowami. Daję mu kij albo pusty gryf i niech sam przekona się, że ciało zna ten ruch. Pół godziny nauki bez ciężaru oszczędza potem tydzień niepewności.
Jutro wtorek i pierwszy martwy ciąg całej grupy.