Dzień 16 z 84 · 27 października 2026 · Siłownia
Dzień 16. Pierwszy martwy ciąg grupy
Paweł dostaje czterdzieści kilogramów na podwyższeniu, Marta kettla z podłogi. Pani Halina we wtorki odbiera wnuka ze szkoły, więc przychodzi w sobotę.
- Dzień planu
- 16
- Kroki
- 12 600
- Sen
- 7 h 35 min

Wtorek, 17:45. Zanim zaczęliśmy, Paweł rozejrzał się po sali i zapytał, gdzie jest ten martwy ciąg, o którym tyle słyszał. Wskazałem mu podwyższone stojaki i dwa niskie klocki pod talerze. Gryf na klockach leży wyżej niż na podłodze, więc zawias jest płytszy i prościej go złapać. Tak się zaczyna prawie każdego.
Rozgrzewka: dziesięć minut na bieżni i trzy serie z kijem, czyli to, co Paweł robił poniedziałek. Marta stała obok z kettlem szesnastokilowym, bo od dzisiaj jej martwy ciąg to kettle między stopami, tyłek do tyłu i wstawanie bez szarpnięcia. Szesnaście kilo wyglądało na niej poważnie, ale pierwsze powtórzenia były równiejsze niż moje o siódmej rano.
Paweł: gryf plus po jednym talerzu dziesięciokilowym z każdej strony, razem czterdzieści kilo. Trzy serie po pięć powtórzeń. Pierwsza seria sztywna, jakby niósł szklankę po brzegi. W drugiej opuścił ramiona i oddychał spokojnie. W trzeciej sam powiedział „plecy płaskie" i oba razy miał rację. Po serii spojrzał na gryf i zapytał, czy to już martwy ciąg, czy dalej przygotowanie. Powiedziałem, że martwy ciąg i że ma go zapisać na kartce.
Najmilszy moment padł przy odkładaniu. Paweł odłożył sztangę, wyprostował się i rozejrzał, czy ktoś patrzył. Nikt nie patrzył, ale on i tak się uśmiechnął. Czterdzieści kilogramów to mniej niż walizka z jego urlopu, a mimo to wyglądał, jakby wygrał z nią mecz.
Dalej wiosłowanie na maszynie i dziesięć minut marszu na koniec. Całość trwała pięćdziesiąt pięć minut, z przebieraniem i szukaniem ręczników. Marta znalazła swój w torbie dopiero po drugiej próbie, bo schował się pod bluzą. Marta w szatni zapytała, czy w środę może przyjść tylko na spacer z kijkami, bo ma w pracy zamknięcie miesiąca. Odpowiedziałem, że spacer też jest treningiem.
Mój trening zrobiłem rano, przysiad 90 kg i drążek, więc wieczorem wystarczyło mi stanie z boku. W domu zjadłem z Olą zupę, a potem jeszcze godzinę krążyłem po osiedlu, żeby dobić do 12 600 kroków.
Wskazówka trenerska: sztangę podnoszę z podwyższenia tak długo, aż zawias biodrowy zrobi się nudny. Dopiero potem schodzimy na podłogę.
W środę siłownia dla mnie, a dla innych kartka z pytaniem o dobre maniery.