Dzień 17 z 84 · 28 października 2026 · Siłownia

Dzień 17. Maniery na siłowni i ręcznik na ławce

Marta pyta, czy może poprosić obcego człowieka o ławkę, a ja przy okazji spisuję niepisane zasady, o których nikt nie mówi początkującym.

Dzień planu
17
Kroki
10 800
Sen
7 h 5 min
Dzień 17. Maniery na siłowni i ręcznik na ławce
Bartek, dzień 17 planu.

Środa. Marta napisała rano, że w czwartek chce przyjść na siłownię sama i boi się trzech rzeczy: że ktoś będzie czekał na jej sprzęt, że zapomni odłożyć talerze i że przez przypadek stanie komuś przed lustrem. Odpisałem, że zasady są proste i że spiszę je po treningu. Oto, co spisałem, w kolejności od tej, która irytuje najbardziej.

Talerze wracają na stojak. Jeśli zdjąłeś dwadzieścia kilo ze sztangi, odnosisz dwadzieścia kilo. Człowiek po tobie nie jest twoim magazynierem. Sprzęt po sobie przecieram ręcznikiem, ławkę też, bo pot nie jest ozdobą. Telefon nie leży na ławce ani na maszynie, na której nie ćwiczysz. Nie siedzę na ławce między seriami, jeśli ktoś wyraźnie czeka. Można zapytać: „Ile ci jeszcze zostało serii?", i nikt nie obrazi się za to pytanie. Ja sam pytam co tydzień.

Czego nie robię: nie stoję przed lustrem, kiedy ktoś obok robi serię. Nie komentuję cudzej techniki, chyba że ktoś mnie prosi o to wprost. Nie podglądam cudzych kilogramów. Nikt nie liczy, ile ktoś podniósł, poza nim samym i kartką.

Dziś zrobiłem swoją górę ciała: wyciskanie leżąc 70 kg, trzy serie po sześć, wiosłowanie hantlem i podciąganie z gumą. Przy ławce czekał na mnie chłopak w czapce, który po mojej drugiej serii zapytał, ile jeszcze zostało. Odpowiedziałem, że jedna, i że potem ławka jest jego. Przetarłem ją ręcznikiem i oddałem. Tyle, cała etykieta. Gdyby chłopak nie zapytał, pewnie dalej stałby z boku z ręcznikiem na ramieniu i patrzył na zegar. Pytanie rozwiązuje większość nieporozumień na sali, a kosztuje pięć sekund.

Jedna rzecz mnie dziś zdziwiła. Na prasie do nóg ktoś zostawił osiem talerzy, a obok stał mężczyzna, który patrzył na nie tak, jakby same miały się rozpakować. Rozpakowałem je, nikt nie powiedział „dziękuję", i to też jest w porządku. Po treningu poszedłem do domu pieszo, z lżejszą głową.

W domu zjadłem z Olą makaron z cukinią. Dzień skończył się na 10 800 krokach. Spałem poprzedniej nocy 7 godzin i 5 minut, bo serial trzymał mnie za długo.

Wskazówka trenerska: kartkę z zasadami nauczyłem się na pamięć, bo uczyłem się jej dziesięć lat temu na własnych błędach. Marta dostała ją w telefonie i odpisała, że ręcznik zabierze z domu.

Jutro dzień bez ciężarów.