Dzień 18 z 84 · 29 października 2026 · Styl życia
Dzień 18. Marta odwołuje trening, a ja nie ćwiczę wcale
Zamknięcie miesiąca w pracy Marty wygrało z siłownią. Odpisałem jej o wersji minimum, a sam zrobiłem dzień wolny od sztangi i poczułem, że jest mi niewygodnie.
- Dzień planu
- 18
- Kroki
- 9 800
- Sen
- 7 h 45 min

Czwartek, 6:40, telefon na stole. Marta pisze, że nie przyjdzie na siłownię, bo szef chce raportu do końca dnia, a ona nie spała dobrze. Dodaje trzy razy przepraszam i jedną emotkę ze smutną buzią. Przeczytałem to przy herbacie i uznałem, że odpowiem bez kazania.
Napisałem: „Nic się nie stało. Wersja minimum, dziesięć minut, w dowolnym momencie dnia. Schody w pracy, spacer na obiad albo pięć przysiadów do krzesła w kuchni. Wybierasz jedno i wysyłasz mi kciuk." Pod spodem dopisałem, że jutro też jest dzień. Nie chciałem wymagać dowodów, ale kciuk działa na ludzi lepiej niż rachunek sumienia.
O 13:15 przyszedł kciuk i zdjęcie klatki schodowej. Osiem pięter w górę, osiem w dół, bo jej biuro ma windę, a ona uparła się, że dziś jej nie użyje. Kwadrans, a nie dziesięć minut, więc dostała ode mnie plusa za nadwyżkę. Wieczorem napisała, że raport poszedł i że bolą ją łydki, ale tak, jak lubi.
Ja tego dnia nie ćwiczyłem. Na kartce miałem napisane: dzień wolny, spacer. W teorii wiedziałem, że to rozsądne, w praktyce kręciłem się po mieszkaniu od ósmej. Odkurzyłem, wyniosłem kartony i przejrzałem nagrania, które Kuba wysłał mi po sobotnim treningu. Przestawiłem książki na półce według wysokości. Ola zapytała, czy mam gdzieś jeszcze coś do przeniesienia, bo patrzy na mnie jak na lwa w klatce, a w klatce lwy nie mają balkonu.
Po obiedzie wyszliśmy na godzinny spacer nad kanał, w mżawce, w kurtkach. Ola opowiadała o swojej pracy, ja kiwałem głową i próbowałem się nie zastanawiać, ile serii bym teraz zrobił. Licznik pokazał 9 800 kroków, najmniej w tym tygodniu. Spałem w nocy 7 godzin i 45 minut, czyli dobrze. Wieczorem zjadliśmy resztki wtorkowej zupy i poszliśmy spać przed jedenastą, co samo w sobie było małym sukcesem. Sztanga poczeka do piątku, a Marta do soboty.
Wskazówka trenerska: dzień wolny jest częścią planu, nie dziurą w nim. Mięśnie rosną w czasie odpoczynku i jeśli nie umiem odpuścić sam, to nie mam prawa uczyć tego innych. Wersja minimum dla kogoś, kto nie może przyjść, ma jedną zasadę: ma być śmiesznie mała. Wtedy da się ją zrobić nawet w najgorszy dzień. Marta wybrała schody i nie musiałem jej niczego tłumaczyć.
Jutro piątek i kamera.