Dzień 21 z 84 · 1 listopada 2026 · Ruch i kroki
Dzień 21. Pierwszy listopada i długi spacer z rodziną
Trzeci tydzień zamykam bez sztangi. Spacer z Olą i jej rodzicami na cmentarz, dalekie parkowanie i zupa u teściowej.
- Dzień planu
- 21
- Kroki
- 15 800
- Sen
- 8 h 5 min

Niedziela, pierwszy listopada. Jak co roku jedziemy z Olą do jej rodziców, a stamtąd razem na cmentarz. Teść ma od lat jedną zasadę: samochód zostawia się trzy ulice dalej, bo i tak nigdzie się nie zaparkuje. Zostawiliśmy go przy sklepie, w którym nie kupiliśmy niczego, i poszliśmy pieszo.
Droga w jedną stronę trwała czterdzieści minut. Ola szła po lewej, teściowa po prawej, ja z wiązką zniczy w siatce, bo zawsze któreś mi się przewraca. Rozmawialiśmy o tym, kto z rodziny gdzie leży, kto kogo pamięta i dlaczego dziadek miał na imię jak jego własny pies. Niczego nie liczyłem, nie sprawdzałem tempa. Telefon został w kieszeni do wieczora.
Przy grobach postawiliśmy znicze i staliśmy pół godziny. Dla mnie to ważniejsza część dnia, choć nie ma w niej ruchu. Kiedy zrobiło się ciemno, znicze zaświeciły tak mocno, że cmentarz wyglądał jak miasto z lotu ptaka. Teść wziął mnie pod ramię i powiedział, że dobrze, że chodzę z nimi, bo sam szedłby wolniej. To chyba komplement. Odpowiedziałem, że pójdę z nimi także za rok, i że wtedy wezmę lżejszą siatkę.
Wracaliśmy inną drogą, przez park. Zupa u teściowej: żurek, który jada się tylko u niej, bo w domu mi nie wychodzi. Dwie miski, chleb, jajko. Potem ciasto. Nie było mowy o dokładaniu czegokolwiek do bilansu dnia. Był niedzielny odpoczynek i godzina na kanapie z kotem teściów, który uznaje mnie za ciepłe krzesło.
Dzień zakończył się na 15 800 krokach, najwięcej od początku planu, i nie zrobiłem żadnego wysiłku, żeby tyle zebrać. Spałem w poprzedniej nocy 8 godzin i 5 minut. Trzy tygodnie za mną, a z siłowni miałem w tym tygodniu pięć wizyt, w tym dwie z grupą i jedną z samym Pawłem.
Z tego tygodnia zapamiętam kij od szczotki, ręcznik na ławce i panią Halinę z pięćdziesięcioma kilogramami. I to, że nagranie z boku zmieniło mój plan szybciej niż jakakolwiek rada.
Do wieczora nikt nie spojrzał na zegarek, a ja ani razu nie pomyślałem o planie treningowym. To też się liczy jako regeneracja.
Wskazówka trenerska: kroki nie muszą być osobnym zadaniem. Dobrze wychodzą wtedy, gdy idziemy gdzieś, gdzie i tak chcieliśmy dojść, tylko trochę dalej.
Jutro poniedziałek i czwarty tydzień: pierwsze progresje, czyli te dodatkowe dwa i pół kilograma.