Dzień 4 z 84 · 15 października 2026 · Ruch i kroki

Dzień 4. Lunch na nogach, czyli spacer Pawła

Paweł zamiast jeść przy komputerze wychodzi na dwadzieścia pięć minut. Ja idę z nim, bo dzień trenera to też godziny na stojąco.

Dzień planu
4
Kroki
12 800
Sen
7 h 00 min
Dzień 4. Lunch na nogach, czyli spacer Pawła
Bartek, dzień 4 planu.

Czwartek, dzień czwarty. Zakwasy po środzie u klientów zeszły do poziomu, który czuje się tylko przy schodzeniu po krawężniku. Marta napisała o 7:05, że schody do mieszkania na trzecim piętrze przestały być górą, a zrobiły się zwykłymi schodami. Noc u mnie: 7 godzin równo, położyłem się o 22:45, wstałem o 6:15, budzik ze wskazówkami zachował się jak syrena.

Dzień trenera nie ma biurka, więc wybrałem Pawła, żeby w czwartek spróbować jednej prostej rzeczy. Paweł normalnie je obiad przy komputerze, jedną ręką na klawiaturze, drugą z widelcem. Efekt, jak sam mówi: nie pamięta, co zjadł, a o 14:30 jest senny. Umówiliśmy się, że o 12:30 zamyka laptop i idzie ze mną na pętlę dookoła stawu w parku. Dwadzieścia pięć minut, spokojnym krokiem, bez słuchawek.

Zobaczyłem rzeczy, których nie widziałem, choć przechodzę tamtędy co tydzień. Dwie kaczki z wyraźnym charakterem. Starszego pana, który o stałej porze karmi wróble i ma dla nich osobne imiona. Liście klonu w kolorze, którego telefon nie oddaje. Paweł przez pierwsze dziesięć minut mówił o pracy, przez kolejne dziesięć o kaczkach, a ostatnie pięć szedł w ciszy z takim wyrazem twarzy, jakby sam sobie coś przypominał.

Po powrocie napisał, że po południu nie miał tego spadku energii, który zna z czwartków. Zaznaczył, że to jeden dzień i niczego nie wyciąga z tego wniosków. Dobrze, że sam to dopowiedział, bo ja bym musiał.

Pani Halina miała własne zadanie: przejść trasę na działkę i policzyć, ile razy musi się zatrzymać. Zadzwoniła o 17:00 i zameldowała, że trzy razy, w tym raz tylko po to, żeby pogadać z sąsiadką. Do wtorku miała cztery zatrzymania, więc idziemy w dobrą stronę. Marta dołożyła do dnia spacer wokół osiedla po kolacji.

Wieczorem ja trenowałem sam, bo Kuba wziął godzinę dla swoich klientów. Górna część ciała: wyciskanie, wiosłowanie, trochę brzucha. Nic spektakularnego. Licznik na koniec dnia: 12 800 kroków, z czego solidny kawałek to zasługa spaceru z Pawłem i kolejnego z Olą.

Praktyczna rzecz z dnia czwartego: nie potrzeba kalendarza ani aplikacji, żeby dołożyć kroków. Wystarczy wziąć jedną stałą rzecz, którą i tak robimy, i zrobić ją w innym miejscu. Dla Pawła to obiad. Dla pani Haliny droga na działkę. Dla kogoś innego rozmowa telefoniczna z mamą albo czekanie na dziecko z zajęć. Chodzenie mieści się w takich dziurach bez planowania.

Jutro piątek. Plan: zakupy z listą i gotowanie na zapas, żeby w sobotę nikt nie zamawiał pizzy.