Dzień 5 z 84 · 16 października 2026 · Odżywianie i dieta

Dzień 5. Zakupy z listą i pudełka na przyszły tydzień

Nie zmieniam całego jedzenia, tylko dokładam jedno gotowanie. W piątek wieczorem lodówka ma być pełna rzeczy, które wystarczy odgrzać, i to samo radzę klientom.

Dzień planu
5
Kroki
10 200
Sen
7 h 30 min
Dzień 5. Zakupy z listą i pudełka na przyszły tydzień
Bartek, dzień 5 planu.

Piątek, ostatni dzień pierwszego roboczego tygodnia planu. Po zajęciach z klientami nie poszedłem prosto do domu, tylko zahaczyłem o sklep po drodze. Miałem listę, krótką i spisaną na papierze, bo telefon i tak śpi w kuchni. Na liście: kurczak, jajka, ryż, brokuły, papryka, pomidory, jogurt naturalny, banany, płatki owsiane, oliwa, czosnek. Bez listy kończy się to bułkami i dżemem za osiem złotych.

Tę samą kartkę wysłałem wcześniej całej trójce. Nie jako dietę, tylko jako przykład. Marta od razu skreśliła kurczaka i dopisała tofu. Paweł zapytał, czy zamiast brokułów może być cokolwiek, co nie jest zielone. Pani Halina odpisała, że u niej w piątek jest targ i ona już wie, co kupi, ale listę sobie zatrzymuje na pamiątkę.

W domu poświęciłem na gotowanie godzinę, a Ola po drodze z pracy wpadła, żeby mi pomóc przy krojeniu. Dwa garnki i blacha do piekarnika. W jednym ryż, w drugim sos pomidorowy z papryką, a na blasze kurczak z warzywami, doprawiony solą, pieprzem i czosnkiem. Podzieliłem wszystko na cztery szklane pudełka. Wyszło jedzenie na poniedziałek, wtorek, środę i część czwartku. Nie gotuję niczego wyszukanego. Gotuję coś, co zjem bez narzekania i co da się nosić w torbie obok stopera.

Co się nie udało? Ryż zbił się w jedną bryłę, bo zapomniałem go przepłukać. Na wierzchu wyglądał w porządku, na dnie jak klej. Ola uznała, że da się zjeść, ja przyznałem jej rację po drugim kęsie. Następnym razem przepłuczę.

Czy to jest dieta? Nie nazwałbym tego tak. Niczego nie ważę i nie wycinam. Chcę, żeby w poniedziałek o 12:30, między jednym klientem a drugim, był obiad, który zaplanowałem w piątek, a nie bułka z automatu na korytarzu siłowni. Kuba zaglądał mi do pudełek i uznał, że wygląda to rozsądnie, tylko dałby więcej ryżu. Dał mi własną łyżkę. Mam ją na pamiątkę.

Ruch dziś spokojny. Poranny trening z Kubą, potem dwie godziny zajęć z klientami w parku i sklep. Licznik wskazał 10 200 kroków, sen z nocy 7 godzin i 30 minut. W sobotę rano zaplanowałem z grupą pierwsze wspólne ćwiczenia z gumą oporową.

Jedno praktyczne spostrzeżenie dla każdego, kto zaczyna: jedzenie w tygodniu zależy od tego, co leży w lodówce w piątek wieczorem. Godzina gotowania w piątek jest tańsza niż pięć razy po piętnaście minut na decyzje w ciągu dnia, kiedy jesteśmy głodni i zmęczeni.

Z resztek warzyw zrobiłem krem na sobotę, bo Ola lubi coś ciepłego. Blender, garnek, trzydzieści minut. Nikt tego nie planował, a sprawiło mi dziwną przyjemność, że z końcówek szuflady zrobiło się jedzenie. Marta napisała jeszcze, że zrobiła swoją pierwszą w życiu listę zakupów na kartce i że czuje się jak z poprzedniego stulecia.

Jutro sobota. Plan jest ambitny, ale wiem, że plany bywają mniej odporne niż pudełka.